niedziela, 8 czerwca 2014

Pan Whicher w Warszawie - Tomasz Bochiński, Agnieszka Chodkowska-Gyurics, czyli Anglosas wśród Słowian




Autor: Tomasz Bochiński, Agnieszka Chodkowska-Gyurics
Tytuł: Pan Whicher w Warszawie
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy ERICA
ISBN: 978-83-62329-68-7
liczba stron: 496

"(...) ciepłe powietrze, pachnące stopionym woskiem i perfumami dam". Rześkie powietrze warszawskiej ulicy, pachnące krwią kapiącą z narzędzia sztyletnika.
Retro. Retro-kryminał. Wciągający tak, że nie zauważa się objętości. Wielowątkowy. Dopracowany - z pietyzmem wręcz opisywane szczegóły istniejących już budynków, wyglądu danej ulicy, używanej broni, noszonych sukni. Do tego wspaniały dodatek - ilustracje i zdjęcia z epoki, wiernie oddające ducha czasów i uzupełniające nasze wyobrażenia. Świetny pomysł, dodaje uroku temu tomiszczu.
Żywym słowem odmalowana Warszawa tuż przed Powstaniem Styczniowym to jedno - wszak w tym gatunku detale i stylizacja są bardzo ważne. Autorzy bardzo się przyłożyli, miałem wrażenie, jakbym czytał powieść faktycznie napisaną wówczas, nie przymierzając "W otchłani Imatry" Ławrowa, ale bogatszą. Upodobnienie to jest też bardzo głebokie - sięga aż po ciekawą czcionkę i oczywiście samą formę powieści - przeplatanie narracji Czernyszewskiego fragmentami pamiętników Whichera.
Drugie - to postaci. Oprócz tych historycznych, jak Wielki Książę Konstanty, Ignacy Chmieleński, Morgan Earp i detektyw Jonathan "Jack" Whicher, fikcyjne wszelkiego autoramentu przedstawione są realistycznie i barwnie. Począwszy od ekipy posterunku, przez Czernyszewskiego, po arystokrację - oschły Dołgoruki i błyskotliwa Praskowia Iwanowna - i wszystkie ich wzajemne powiązania. Poznajemy też Polaków - głównie spośród Białych i Czerwonych, przez ich spotkania rysuje się konflikt i wszelkie implikacje planowanej insurekcji. A jest ona blisko, w Warszawie pod pozorami spokoju wszystko się gotuje, nie chodzi jednak tylko z zamachy na hrabiego Wielopolskiego, ale też o powtarzające się morderstwa, magię i tajemniczą czarną karocę.
Trzeci więc element - to intryga. Poznajemy ją oczami Whichera i Czernyszewskiego, więc nieuchronnie zabarwiona jest dwoma różnymi osobowościami - angielską metodycznością i słowiańską żywiołowością. Początkowe śledztwo Rosjanina obejmujące dziwne morderstwa prowadzi do dochodzenia "księcia detektywów" w sprawie zaginięcia krewnej cara. Razem z detektywami głowimy się, czy te wątki się wiążą, a mnożące się dowody, tropy i zeznania podobnie jak ich - wodzą nas za nos.
Poza opisami detali jest wiele innych smaczków - na postać tłumacza i wszelkie niedogodności wynikające z bariery językowej na pewno wpływ miała Autorka, mamy też mrugnięcia okiem do współczesnego czytelnika, na przykład w rozmyślaniach Whichera nad czasem potrzebnym na dotarcie informacji. Nie mamy tu też zawrotnego tempa, jak w wielu powieściach dziejących się w naszych czasach. Angielski detektyw kojarzy się nam oczywiście z Sherlockiem, ale Whicher działa inaczej, nie twierdzi, że zna już rozwiązanie -zostawiając czytelnika na puste domysły. Szuka nowych metod, doskonali swój warsztat, lekko krytykuje rosyjskie metody przesłuchania, bacznie obserwuje swojego rosyjskiego partnera w śledztwie.
Lektura pochłania - w ogóle nie czuć, że to dwójka autorów, a fabuła przenosi nas od salonów po brudne zaułki i zakazane mordownie. Świetna porcja rozrywki w solidnych ramach historycznych! Oby więcej takich książek. Z pozycji retro, które czytałem - mój numer jeden.

A skoro już jest - to "Trup z Nottingham" Saszy Hady z SZwB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz