wtorek, 30 września 2014

Czekając na "Przejęcie"

W związku z konkursem Syndykatu pozwolę sobie nadal niecierpliwić się w oczekiwaniu na "Przejęcie" W. Chmielarza




Reakcja na zapowiedź tej książki:

środa, 24 września 2014

Korona śniegu i krwi - Elżbieta Cherezińska, czyli nie daj Boże zjazd piastowski

Autor: Elżbieta Cherezińska
Tytuł: Korona śniegu i krwi
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788375069945
liczba stron: 768


Przymierzałem się do "Lśniących dziewczyn" Beukes, ale paczka od Zysku była szybsza, więc długo wyczekiwana "Korona śniegu i krwi" zyskała pierwszeństwo. Ponownie więc czas na dźwiganie ciężkich tomiszcz :)
Lubię fantasy, tak jak i historię, ale średniowiecze to nie była do końca moja bajka - może ze względu na rozległość tematu, szerokie ramy czasowe, wielkie ilości dat... Zawsze jednak Wieki Ciemne były ciekawe jako punkt wyjścia naszej cywilizacji.
Może jestem jednym z czytelników o których Autorka wspomniała w wywiadzie - tych, którym "królowie się mieszali w jedną ukoronowaną masę", bo lubię historię, ale w nazwiskach i datach nie jestem mocny. Faktycznie też w "Koronie" wielu jest Bolesławów, ale Autorka potrafi z wyczuciem zaznaczyć, którego ma na myśli.
Książka zaskoczyła mnie na wielu płaszczyznach.
Realizm - brud, smród trzewi, rozłupane czerepy, zardzewiałe ostrza gwarantujące tężec, szczęk żelastwa - wszystko to uderza jak obuchem od pierwszych stron. Daleko tu do obrazu średniowiecza rodem z dzieł malarskich - dworskiego życia, etykiety i pięknych szat.
Emocje - których często brakuje w dziełach zachodnich, tu, u Słowian, wykwitają gwałtownie i mocno, wprost z serc krewkich Piastów i Gryfitów.
Wierzenia - nadal żywy konflikt starej wiary z "wyznawcami martwego boga", rozważania i postawa Bolesława Czystego, kontrowersje wokół świętego zdrajcy - Stanisława, świętość Kingi (która razem ze spojrzeniem Jadwigi przywołują wielki uśmiech).
Lekkość pióra i humor, który sprawia że skomplikowane relacje książąt, knowania, machinacje, cała ta polityka nabiera barw bardziej ludzkich. To moim zdaniem chyba największa zaleta tej opowieści - średniowiecze schodzi tu ze sztywnych ram chronologii, wyblakłych obrazów, suchych słów historyków na ziemię, nie bojąc się wdepnąć w gnój, ale i zanieść się perlistym śmiechem czy dumnie unieść głowę w złości niczym Przemysł II. Ten bezkształtny korowód niewiele mówiących nam postaci nabiera rysów szczególnych, stają się one bardziej zrozumiałe i zapadają w pamięć; stopniowo logiczne i powiązane stają się te zdarzenia, których nie mogłem spamiętać na lekcjach - zwłaszcza że na rzeczy jest rozbicie dzielnicowe.
Obyczaje - świetne ukazanie tej sfery, która przecież była niezwykle bogata i złożona, podkreślenie też organizacyjnej roli kościoła, co w znaczący sposób wpływało na życie codzienne.
Elementy fantasy - baśniowe bestie z herbów ożywają i towarzyszą swoim panom, często podkreślając wspominane już emocje.

W kwestii porównań i odniesień. Samej Autorce wymsknęła się "polska Gra o Tron", z czego się trochę tłumaczy, moim zdaniem niepotrzebnie. "GoT" nie czytałem i jeszcze długo nie mam zamiaru, a "Korona" to jakość tak wysoka, że nie potrzebuje etykietki "polskiego czegoś tam", raczej powinno to działać w drugą stronę.
Jeśli średniowiecze i fantasy - oczywiście Dariusz Domagalski i Jego cykl krzyżacki. Twórczość pana Dariusza bardzo lubię, cały cykl czytałem z niekłamaną przyjemnością, ale porównania z panią Elżbietą niestety nie wytrzymuje, mimo dbałości o szczegóły, zwłaszcza w opisach walki. Dopiero teraz widzę, przez porównanie, że:
WOW WOW Miłość taka wzniosła Rycerze tacy mężni Średniowiecze z obrazów tak bardzo

W Koronie jest i dowcip, i przekleństwo, i spojrzenie bardziej przyziemne. Dodatkowo - tu wątki fantasy (cudów i bestii herbowych) są urozmaiceniem, ale dającym bardzo dużo kolorytu. W "cyklu krzyżackim" elementy fantastyczne stanowią niejako trzon fabuły, a tak barwne nie są.
No i te legalne turnieje i mniej legalne bohurty, echa okrzyków rodowych niosące do walki - współczesne skojarzenia nasuwają się same, choć wtedy zasady były pewnie dużo bardziej sformalizowane.
Genialnie opisany kantor Jakub i wątek detektywistyczny, te jego odkrycia...
Powracające niczym refren pieśni arturiańskie, każące szukać analogii.
Magnacka buta, pycha i żądza władzy kiełkujące już wówczas - i mroczne tajemnice rodowe, które mogą odmienić każdego.
Mówi się, że to historia w wersji pop. Nie wiem, czy to przystaje do tak emocjonującego dzieła ze sporą głębią, jeśli jednak tak, to chciałbym, żeby takie właśnie książki stawały się popularne, żeby Autorka zdobywała coraz szersze uznanie, może wtedy "kultura popularna" odzyskałaby prawo do pierwszego członu nazwy.

Miałem teraz sięgnąć po "Niewidzialną koronę" - a chcę bardzo, zakończenie aż o to woła, ale że u eKulturalnych wygrałem książkę "Wirus", zaczekam, może listonosz się pojawi :)


piątek, 12 września 2014

Łańcuszki

W związku z ostatnim łańcuszkiem na FB - w końcu jakimś ciekawszym, wrzucam dla ciekawskich swój:

W swoim statusie wymień 10 książek, które z Tobą pozostały. Nie muszą być "wielkimi dziełami", po prostu książkami, które jakoś na Ciebie wpłynęły. Potem oznacz pięciu znajomych oraz mnie, żebym mógł zobaczyć Twoją listę.
[tu nominacje]
Na szybko, niechronologicznie:
Ulisses Joyce'a
Gra w klasy Cortazara
Ubik Ph. K. Dicka
20000 mil podmorskiej żeglugi Verne'a - stąd fantastyka
Przygody Sherlocka Holmesa Sir A.C. Doyle'a - stąd kryminały
Dzieła zebrane McLuhana
Archipelag GUŁag Sołżenicyna
Wielki Głód Diköttera
Głownictwo, moglitwa i praktykarze Choromańskiego
cykl - bo traktuję to jako jedną opowieść - Mroczna Wieża Kinga

a gdzie miejsce na coś Lovecrafta, Sukkuba Eda Lee, Dożywocie Marty Kisiel, Polactwo Ziemkiewicza, jakiś zbiór Grabińskiego, Wielką Grę Hopkirka, Zatruty Pokój Gregora Dallasa, Lot nad kukułczym gniazdem, Buszującego w zbożu, Lalkę Prusa i Alkaloid Głowackiego...


środa, 10 września 2014

czwartek, 28 sierpnia 2014

Okręt - Adam Karczewski

Autor: Adam Karczewski
Tytuł: Okręt
Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 9788362465927
liczba stron: 387

Po dłuższej przerwie powracam, na tapecie "Okręt" od Syndykatu Zbrodni w Bibliotece - okładka dość typowa jak na tego typu powieści, a co w środku?
Miłe zaskoczenie - rasowy thriller, osadzony w bliskich mi trójmiejskich stronach. Czytelniczo preferuję raczej kryminały, po rzeczy bardziej sensacyjne sięgam niezmiernie rzadko, ale morska tematyka i znane tło skutecznie zachęciły do lektury.
Książka wciąga już od pierwszych stron - gdy na pokładzie okrętu podwodnego "Sęp" zostaje umieszczony ściśle tajny ładunek, a rejs komplikują nieprzewidziane wypadki. Trzy dekady później poznajemy oficera WSI, któremu odsunięcie od śledztwa w sprawie tajemniczego samobójstwa oficera Marynarki Wojennej wydaje się podejrzane, więc zaczyna baczniej przyglądać się sprawie na własną rękę. Nie wie jeszcze, w jak niebezpieczną grę się wplątał - jakie zagrożenie ściąga na siebie i znajomych. Niewielu osobom może zaufać - skomplikowana sieć powiązań sięga od mafii do służb specjalnych i agencji (przynajmniej teoretycznie) strzegących bezpieczeństwa państwa - a odwieczny wróg może okazać się sprzymierzeńcem. Od tej chwili im więcej wie, tym szybciej i sprytniej musi uciekać, bo bandyci brutalnie zaciągają sieć.
Pościgi, strzelaniny, rozgrywki wywiadów, wojska, policji i mafii - to praktycznie gotowy scenariusz dla porządnego kina akcji, a w polskich realiach to chyba rzadkość.
Bardzo ciekawie wizualizuje się akcję w znanych sobie miejscach (chociaż obecnie już nieistniejących - jak sklep Edeka), może to też być podstawą do zgadywania np. o który realny lokal chodziło Autorowi.
Jedynym zgrzytem było dla mnie nazwanie alter ego W. Jaruzelskiego "prawdziwym Polakiem" i ciepłe do niego podejście przez protagonistę - jakby zbyto tu milczeniem przynoszenie na sowieckich bagnetach "wolności", czekanie aż Powstanie Warszawskie się wykrwawi czy prywatne motywacje na wprowadzenie stanu wojennego. Muszę jedna przyznać, że fabularnie został dobrze wpasowany.


Muszę też trochę pomarudzić - korekta powinna wychwycić kwiatki typu: karze otworzyć, stróżka krwi, cofnął do tyłu, panował bród (co to, rzeka była?), kopał nogą (a można inaczej?), zawracają z powrotem.
No i techniczne - okręt nie wypływa, a wychodzi w morze.
Poza tymi drobiazgami - mocna, bezpardonowa, wciągająca akcja trzymająca w napięciu do samego końca.

Nadeszła kolej na "Koronę śniegu i krwi" Elżbiety Cherezińskiej, która dopiero co przyszła od Zysk i S-ka, wraz z kolejnym tomem - Niewidzialną Koroną, wersją audio, podkładką i mini albumem zdjęciowym z Gry o Tron.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Noc zimowego przesilenia - Agnieszka Krawczyk

Autor: Agnieszka Krawczyk
Tytuł: Noc zimowego przesilenia
Wydawnictwo: Szara Godzina
ISBN: 9788364312236
liczba stron: 256
1937. Luxtorpeda przywozi do Krakowa tajemniczego przybysza, który gości u znanego jasnowidza Juliana Orwata. Wątek masoński jest na rzeczy.
Lata okupacji. Orwat znika w tajemniczych okolicznościach, a odszukać go ma Artur Załuski, prawnik - detektyw, który fizycznie nie może odczuwać strachu.
W czasie wojny wiele mogło się zdarzyć, ale siostra Juliana ma powody, by być pewną, że ten żyje.
W tle powiewają flagi z hakenkreuzami, przemyka czerwony bentley z baronową Petzoldt - niebezpieczną poszukiwaczką dzieł sztuki, z jakże adekwatną piracką opaską na oku, przesuwają się kolejki zbiedniałych krakowian próbujących kupić żywność "na pasku", konfidenci nerwowo rozglądają się na boki, a koło rulety kręci się w dawnej siedzibie władz miasta.
Już sam blurb kusi by sięgnąć po tę pozycję, a w miarę zawiązywania się akcji jest tylko lepiej. Dodatkowym atutem jest bardzo dobry w odbiorze styl pani Krawczyk - nie ma tu dłużyzn, sztucznych dialogów, zbędnych rozwlekłych opisów. Nie ma na to czasu, bo akcja przyspiesza, a wszelkie szczegóły dotyczące Krakowa tamtych czasów - jest ich dużo, widać tu solidne przygotowanie Autorki - serwowane są elegancko, nienachalnie, w dość naturalny sposób wypływając z obserwacji Załuskiego.
Tempo akcji ma swoje uzasadnienie - pani Krawczyk bardzo umiejętnie balansuje na pograniczu thrillera i kryminału - dążeniu do rozwiązania zagadki towarzyszy rosnące zagrożenie życia Załuskiego.
Jasnowidz, naziści, tajne służby, konfidenci, moce wykraczające poza ludzkie pojmowanie - na szachownicy znajduje się o wiele więcej potężnych figur, niż początkowo się wydaje. Świetna, emocjonująca lektura.
Gdy znajdzie się czas, sięgnę po "Okręt" Adama Karczewskiego od Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Coś Na Progu #9 - Czarne Charaktery



Tytuł: Coś Na Progu #9
Wydawnictwo: Dobre Historie
ISBN: 20844565
liczba stron: 128
Na początek chciałbym napisać ogólnie coś o "Cosiu". Trafiłem na to pismo, gdy było w fazie zapowiedzi ( a "Lśnienie" znałem tylko z legend), a czytany przeze mnie od około roku SFFiH chylił się ku upadkowi. W ten sposób zamiast miesięcznika z opowiadaniami głównie sf i fantasy dostałem dwumiesięcznik (wówczas) niewielkiego formatu, napakowany różnymi ciekawymi tematami - oprócz fantastyki w wydaniu Weird i horroru był kryminał, groza, kultura i sztuka nurtu pulp, opowiadania, wiersze, wywiady, komiksy, anime. Każdy numer ma swój temat przewodni, eksplorujący zakamarki kultury fantastycznej. Jakoś tak się składa że anime nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale artykuły mogę poczytać; komiksy nie zawsze mam czas i okazję poznać - więcej czytam o nich właśnie w "CnP"; kryminolodzy, kradzieże dzieł sztuki, świetne analizy filmów - rewelacyjne źródło inspiracji, by sięgać po klasyczne tytuły (lista "do obejrzenia" ciągle rośnie). Do tego dodatki dla pre-orderu/prenumeraty - drobiazgi (brelok, plakat, wpinka itp), które jednak są miłym akcentem, na który czeka się niecierpliwie :) Co jakiś czas, z reguły wakacyjnie, wychodzi powiększony numer specjalny napakowany opowiadaniami, bądź dłuższą formą. Ba, zapotrzebowanie było takie, że "Coś" spuchł do całkiem przyjemnych rozmiarów - 120 stron różnorodnej lektury to już nie w kij dmuchał, tym bardziej, że mamy tu wiele różnych dziedzin, które z najczęściej są podzielone między bardziej niszowe, specjalistyczne czasopisma. Uwagę zwraca też szata graficzna - kolorowa okładka kryje czarno-białe stronice ozdobione niezliczonymi kadrami, ilustracjami, tłem pod tekstem, nawiązując tym do tanich magazynów pulp. Dodając do tego środowisko fanów i bardzo fajnie prowadzony fanpage mamy naprawdę dobrą jakość na polskim rynku.
Tak więc co w numerze 9. ? Temat wiodący - Czarne charaktery.
Przylądek Strachu
Nagi Instynkt
Fantomas - i już następny w kolejce ebook z Gutenberga do czytania
Forgotten Villains - ooo, takie komiksy bym czytał
Syreny z Gotham City - zwięzła charakterystyka kobiecych antybohaterek w Gotham
"M" Fritza Langa - i kolejny po Metropolis film Langa, który obejrzę dzięki temu pismu
Diabeł - postaci i jak się przed nim bronić
Karl E. Wagner - eh, Kane z wydań Phantom Pressu
American Psycho - tekst o powieści i ekranizacji
komiks - Martin Mystery - ciekawe spojrzenie na podróż w czasie
Satanico Pandemonium, demonokultura - czyli rzecz o demonach w kulturze popularnej.
Proza/Poezja: opowiadanie Hoddera - diabolicznie przewrotne, Frank P. Herbert - jak zwykle w najwyższej formie, no i przypomina mi, że chciałem w tym roku powrócić do lektury Diuny.
Cowboy Bebop - o anime wiem tyle, co nic, ale to wygląda na ciekawe
Dobry artykuł o Harrym Houdinim
Pierwsza część artykułu o Kubie Rozpruwaczu - w świetle współczesnych badań
Kulisy kradzieży słynnego "Krzyku" Muncha
Życiorys Al'a Capone
Amerykański sen koszmar - czyli o grach-horrorach, które zasługiwały na to miano
LucasArts - historia firmy i jej dokonań
Bangarang - o Rock&Read, a że nie jestem fanem Ćwieka ominąłem
Karły w kosmosie - komentarz do złych tanich horrorów

Różnorodnie, ciekawie, na poziomie!
Szykuje się przerwa w czytaniu ale może jeszcze zdążę - "Noc zimowego przesilenia" z dedykacją Autorki, Agnieszki Krawczyk.


środa, 30 lipca 2014

Dzień Tysiąca Godzin - Wiesław S. Kuniczak





Autor: Wiesław S. Kuniczak
Tytuł: Dzień Tysiąca Godzin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788375069525
liczba stron: 856
Na wstępie chciałbym podziękować - ponad trzynaście setek wyświetleń i pierwszy post z setką na koncie :)
Wracam po długiej przerwie - jakoś tak to wychodzi ostatnio z książkami dotyczącymi II Wojny Światowej. Duże tomy, intensywna i czasochłonna lektura. Nie ukrywam zresztą, że tak lubię i nie żal mi czasu, chociaż czasem więcej zajmuje mobilizacja, żeby zacząć jeździć z taką cegłą w torbie.
Nie inaczej było tym razem. Dzieło Kuniczaka od Portalu Historyczno-Wojskowego musiało swoje odstać, aż nadszedł czas "odzyskiwania przestrzeni półkowej". Lektura wciągnęła od razu. Kolejne podrozdziały - tytułowane zgodnie z ich głównym bohaterami - przedstawiają nam historie, które są kolejnymi nićmi w wątku Historii. Wydarzenia jesieni 1939 roku widzimy oczami Generała, który sprzeciwił się Piłsudskiemu, Żyda Berga, wiejskiego chłopaka wcielonego do wojska - Antosia, syna Generała - Adama, syna jego brata Michała - Pawła, obrońców Westerplatte, amerykańskiego korespondenta, zagubionych rezerwistów, esesmana Ericha, tragiczny wątek niedowidzącego obrońcy zwierząt. Różne punkty widzenia dają nam wgląd w różne płaszczyzny społeczne i obyczajowe; Kuniczak, podobnie do Sławomira Kopra, pokazuje nam, że ówczesna Polska nie była czarno-biała, jednolita i zgodna. Wszystkie blaski i cienie przedstawione są tak, że niemal czujemy, dlaczego bohaterowie postępują tak, a nie inaczej, rozumiemy ich racje i motywacje.
Uwagę zwraca tu język - zawsze jest on dla mnie ważny - opisowy, precyzyjny, poetycki. Opisy są barwne, w przypadku starć nieomal frenetyczne; ranny Paweł wiedzie nas drogą na granicy przytomności - wszystko to czuć, ból, krew, przerażenie, zagubienie, deprywację, szaleństwo. Tak sam jak bohaterów oblepia nas kurz, a spiekota pali wargi. Widzimy szarżę pod Krojantami i choć wiemy, że nielogiczna, czujemy że tak trzeba było. Dlaczego? Ta wojna jest inna, inna niż Generał Prus pamięta z roku 1920, inna niż pamięta otyły major intendent. Świat się zmienił - jak powiedziałby S. King, poszedł naprzód - i zmienił się też sposób prowadzenia konfliktów. O tym ostatnim wiedzieli jednak Ci, którzy konflikt widzieli dużo szybciej i dokłądniej - polski wywiad widział nadciągającą burzę, ale czy spodziewał się aż takiej powodzi żelaza?
Ten właśnie dramat na wielu poziomach rozgrywa się na naszych oczach, a gdy opada kurz widzimy krew i trupy. Lektura bardzo porywa emocjonalnie, zwłaszcza że narracja każdej postaci jest dopasowana do pochodzenia i światopoglądu - łatwiej więc wyczuwamy odcienie ich uczuć.

Smutne jest też ukazanie świata, w którym zrobienie czegoś, bo tak należy, było naturalne, choć niełatwe. Jakże niemodna, pozornie nieekonomiczna i niepraktyczna dziś to postawa.
Strumienie świadomości - czasem wąskie i wartkie, kiedy indziej szerokie i wszechogarniające. Psychologia, filozofia, zaduma.
Perspektywy wąskie, które wraz z doświadczeniami życiowymi rozlewają się niczym rzeka, oraz te szerokie, których horyzont skraca się do naprawdę najbardziej osobistych wydarzeń - zderzają się, przeplatają, malując rzeczywistość tysiącami odcieni.
Sporo zajęło mi przeczytanie tego tomiszcza, ale wraz z ostatnimi słowami czułem jakiś brak, już sięgnąłbym po kolejny tom (oby się ukazały), by poznać dalsze losy... tych, którzy przeżyli.

Nieczęsto mam okazję sięgać po książki Zysk i S-ka, ale zawsze jest to wydarzenie. Najpierw oczywiście trylogia Tolkiena w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego - "jedynej słusznej" wersji Marii Skibniewskiej nie mogłem przebrnąć, wspaniała "Wielka Gra" (oby więcej Hopkirka - tak powinno się opisywać historię), teraz Kuniczak, wkrótce Cherezińska - tu również się nie zawiodę, w planach Ayn Rand. Pal sześć, że to "cegły", bo mimo niewygody warto.
Po tak długim i intensywnym pobycie w '39 czas na fantastyczno-pulpowy antrakt - Coś na Progu #9 - w oczekiwaniu na numer dziesiąty.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Smocza Cesarzowa - Juraj Červenák




Autor: Juraj Červenák
Tytuł: Smocza Cesarzowa
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
ISBN: 9788364185106
liczba stron: 504
Fantasy? Nie.
Dobre fantasy? Bliżej, ale też nie.
Epickie/legendarne fantasy? Te określenia pasują do pozycji zachodnich. Tu świat słowiański, więc raczej "krzepkie", "zacne" i "srogie" byłyby na miejscu.


Trochę czekałem na ten tom i miałem pewne obawy, bo "Żelazny kostur" czytałem już ponad rok temu i musiałem chociaż pobieżnie odświeżyć parę wątków.
Okazało się, że nie było to konieczne. Ponownie pięknie wydany i opasły tom, z ciekawym zdobieniem stron i czcionką przenosi nas w czasy średniowiecznej Rusi, krótko po pokonaniu Zilanta. W Bułgarze wre. Waregowie są odsunięci na boczny tor, Światosław szykuje się na wojnę z Chazarami, a tymczasem przybywa rozbójników i ziemie emira są coraz mniej bezpieczne dla jego poddanych, a na Kijowian i ludzi Bragiego patrzy się coraz bardziej niechętnie.
Piękna to książka. Wspaniały zamysł oparcia historii na bylinach, czyli pieśniach - legendach staroruskich, sprawił, iż dostajemy baśń o baśniach. Bohaterowie, czyli drużyna bohatyrów obraca się w rzeczywistości, w której wczorajsze mity dziś stają się śmiertelnie realnym zagrożeniem. Sami nierzadko nie chcą w nie wierzyć - ale będą do tego zmuszeni. Tak samo czytelnik - wraz z Ilią, Jegorem, Mikułą, Kościejem, Aloszą, Samsonem, Koływanem, Daniłą, Suchanem, braćmi Połocczanami kręcimy się w wirze okoliczności, który ściera ze sobą chrześcijaństwo, mahometanizm, wierzenia Północy i dzikich, okrutnych ludów ziem ruskich.
Na szczególną uwagę zasługuje język - zapewne po równo to zasługa Autora, jak i pani tłumacz Ilony Lechowicz. Piękna stylizacja, nie archaiczna, ale oddająca styl mówienia w sposób barwny i płynny. Tak właśnie toczy się ta historia, wartko i ciekawie, nawet nie zauważamy przewracanych stron. Wicher przygody i historii pcha nas naprzód, przez błoto i krew, wśród zdrad i podstępów, zadziwiając zwyczajami i wierzeniami spotykanych ludów, plącząc nici ambicji i polityki, które zarzucają się siecią na odważną drużynę.
Każdy z wojów gosudara jest poddawany wątpliwościom i musi udowadniać sobie i pozostałym własną wartość i lojalność wobec grupy, jak też szukać w niej oparcia - gdy zmaga się z własnymi słabościami i demonami przeszłości. W tej drużynie sławnych wojów, z których niemal każdy przyszedł do Kijowa w kajdanach, zderzają się różne motywacje, wierzenia, przeżycia i urazy do innych narodowości. Najważniejsza jest jednak całość, którą tworzą, większą i silniejszą niż tylko suma cząstek.
Emocjonująca akcja - nawet mimo faktu, że to trochę literatura drogi. Opowieść, niczym rzeka zanosi nas poza granice świata śmiertelników, zderzając z fizycznymi i duchowymi przeciwieństwami.
Z niecierpliwością czekam na ostatni tom - i dlaczego ostatni?! Červenáka można czytać bez końca i bez znużenia.

Szykuje się dłuższa nieobecność na blogu - chwytam za "Dzień tysiąca godzin" W.S. Kuniczaka.

piątek, 20 czerwca 2014

Witajcie w Rosji - Dmitry Glukhovsky





Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Witajcie w Rosji
Wydawnictwo: Insignis
ISBN: 9788363944469
liczba stron: 300
Rzecz zupełnie odmienna od Metra, to wiadomo.
Chociaż nie, tak naprawdę nie wiadomo czego się spodziewać. Jak daleko autor pójdzie w fantastykę, by przekazać realia?
Zbiór opowiadań ukazuje różne oblicza Rosji, z jej bolączkami i patologiami. Jednak czy tylko Rosji? Pod płaszczem zahaczających o horror obrazów widzimy typy, które możnaby wskazać i u nas - sprzedajni ludzie mediów, usłużni naukowcy - nagradzani orderami, które z miejsca stają się kontrowersyjne, słudzy Jedynej Słusznej Wizji, ministrowie na szczycie z kryzysem życiowym.
Jak słusznie zauważył Fenrir w swojej recenzji w pewnym momencie zaczyna się wodolejstwo, ale styl autora ratuje nawet bardziej niezrozumiałe fragmenty. Niezrozumiałe, czy może raczej nie do końca czytelne dla nie-Rosjanina. Pewne skojarzenia, szablony, odniesienia których polski czytelnik musi się czasem domyślić nie przeszkadzają w delektowaniu się ironią i absurdem - jak chociażby w "Głównych wiadomościach". Całość ocieka ironią do tego stopnia, że nawet przy zwykłych opisach czujemy drugie dno, które przez kontrast maluje bardzo plastycznie obraz życia w kraju carów.
Glukhovsky dowodzi, że jest nie tylko świetnym obserwatorem (w końcu jest dziennikarzem, więc powinien), ale ma nieszablonową wyobraźnie - wszystkie te fantastyczne motywy mające uwypuklić absurdy codzienności Rosji są bardzo zaskakujące i oryginalne, celne i barwne.
Na uwagę zasługuje też samo wydanie - twarda oprawa, spora, czytelna czcionka, piękne, niepokojące ilustracje.
Od początku do końca wciągająca, gorzko-ironiczna, błyskotliwa i precyzyjnie nakreślona lektura. Polecam nie tylko miłośnikom fantastyki, wszak tu jest to tylko narzędzie do ukazania czegoś więcej.

Szybka wymiana książek na półce i sięgam po wyczekiwane tomiszcze - "Bohatyr. Smocza cesarzowa" Juraja Cervenaka.