środa, 30 lipca 2014

Dzień Tysiąca Godzin - Wiesław S. Kuniczak





Autor: Wiesław S. Kuniczak
Tytuł: Dzień Tysiąca Godzin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788375069525
liczba stron: 856
Na wstępie chciałbym podziękować - ponad trzynaście setek wyświetleń i pierwszy post z setką na koncie :)
Wracam po długiej przerwie - jakoś tak to wychodzi ostatnio z książkami dotyczącymi II Wojny Światowej. Duże tomy, intensywna i czasochłonna lektura. Nie ukrywam zresztą, że tak lubię i nie żal mi czasu, chociaż czasem więcej zajmuje mobilizacja, żeby zacząć jeździć z taką cegłą w torbie.
Nie inaczej było tym razem. Dzieło Kuniczaka od Portalu Historyczno-Wojskowego musiało swoje odstać, aż nadszedł czas "odzyskiwania przestrzeni półkowej". Lektura wciągnęła od razu. Kolejne podrozdziały - tytułowane zgodnie z ich głównym bohaterami - przedstawiają nam historie, które są kolejnymi nićmi w wątku Historii. Wydarzenia jesieni 1939 roku widzimy oczami Generała, który sprzeciwił się Piłsudskiemu, Żyda Berga, wiejskiego chłopaka wcielonego do wojska - Antosia, syna Generała - Adama, syna jego brata Michała - Pawła, obrońców Westerplatte, amerykańskiego korespondenta, zagubionych rezerwistów, esesmana Ericha, tragiczny wątek niedowidzącego obrońcy zwierząt. Różne punkty widzenia dają nam wgląd w różne płaszczyzny społeczne i obyczajowe; Kuniczak, podobnie do Sławomira Kopra, pokazuje nam, że ówczesna Polska nie była czarno-biała, jednolita i zgodna. Wszystkie blaski i cienie przedstawione są tak, że niemal czujemy, dlaczego bohaterowie postępują tak, a nie inaczej, rozumiemy ich racje i motywacje.
Uwagę zwraca tu język - zawsze jest on dla mnie ważny - opisowy, precyzyjny, poetycki. Opisy są barwne, w przypadku starć nieomal frenetyczne; ranny Paweł wiedzie nas drogą na granicy przytomności - wszystko to czuć, ból, krew, przerażenie, zagubienie, deprywację, szaleństwo. Tak sam jak bohaterów oblepia nas kurz, a spiekota pali wargi. Widzimy szarżę pod Krojantami i choć wiemy, że nielogiczna, czujemy że tak trzeba było. Dlaczego? Ta wojna jest inna, inna niż Generał Prus pamięta z roku 1920, inna niż pamięta otyły major intendent. Świat się zmienił - jak powiedziałby S. King, poszedł naprzód - i zmienił się też sposób prowadzenia konfliktów. O tym ostatnim wiedzieli jednak Ci, którzy konflikt widzieli dużo szybciej i dokłądniej - polski wywiad widział nadciągającą burzę, ale czy spodziewał się aż takiej powodzi żelaza?
Ten właśnie dramat na wielu poziomach rozgrywa się na naszych oczach, a gdy opada kurz widzimy krew i trupy. Lektura bardzo porywa emocjonalnie, zwłaszcza że narracja każdej postaci jest dopasowana do pochodzenia i światopoglądu - łatwiej więc wyczuwamy odcienie ich uczuć.

Smutne jest też ukazanie świata, w którym zrobienie czegoś, bo tak należy, było naturalne, choć niełatwe. Jakże niemodna, pozornie nieekonomiczna i niepraktyczna dziś to postawa.
Strumienie świadomości - czasem wąskie i wartkie, kiedy indziej szerokie i wszechogarniające. Psychologia, filozofia, zaduma.
Perspektywy wąskie, które wraz z doświadczeniami życiowymi rozlewają się niczym rzeka, oraz te szerokie, których horyzont skraca się do naprawdę najbardziej osobistych wydarzeń - zderzają się, przeplatają, malując rzeczywistość tysiącami odcieni.
Sporo zajęło mi przeczytanie tego tomiszcza, ale wraz z ostatnimi słowami czułem jakiś brak, już sięgnąłbym po kolejny tom (oby się ukazały), by poznać dalsze losy... tych, którzy przeżyli.

Nieczęsto mam okazję sięgać po książki Zysk i S-ka, ale zawsze jest to wydarzenie. Najpierw oczywiście trylogia Tolkiena w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego - "jedynej słusznej" wersji Marii Skibniewskiej nie mogłem przebrnąć, wspaniała "Wielka Gra" (oby więcej Hopkirka - tak powinno się opisywać historię), teraz Kuniczak, wkrótce Cherezińska - tu również się nie zawiodę, w planach Ayn Rand. Pal sześć, że to "cegły", bo mimo niewygody warto.
Po tak długim i intensywnym pobycie w '39 czas na fantastyczno-pulpowy antrakt - Coś na Progu #9 - w oczekiwaniu na numer dziesiąty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz