piątek, 23 grudnia 2016

Betelowa Rebelia. Spisek - Daniel Nogal

Przygoda, rebelia, tajemnica i polityka w tle.
Rodzi się też pytanie o zawartość steampunku w steampunku.
Daniel Nogal zabiera nas w podróż tajemniczą i niebezpieczną jak sama dżungla. Trzeba uważać na każdy krok i uważnie słuchać.
Betelia, kolonia Regalii ma zostać obłożona nowymi podatkami obostrzeniami gospodarczymi. Synowie Betelii swoim protestem zaczynają długo planowaną rebelię, w wyniku której wsypa miałaby się oderwać od zamorskiego królestwa. Niestety, ludzie to żywioł i wydarzenia nabierają takiego tempa, że nic nie idzie po myśli spiskowców.
Potencjalny wzrost gospodarczy Betelii to jedno, ale w grę wchodzą również złoża smoczego oleju, który napędza nowoczesne silniki. Rebelianci i królewscy nie są jedynymi stronami konfliktu - wszędzie, gdzie wchodzą w grę pieniądze, znajdzie się zakulisowy gracz...
Wybijanie się kolonii na niepodległość ma mocny rys historii USA, ale sama lokacja przywodzi na myśl raczej Azję, której Autor jest wielbicielem(już sama używka, pieprz betelowy, kieruje nas w stronę Malezji). Egzotyki dodaje zarówno przyroda, jak i jaszczuropodobni Nagowie, ale też piraci z Tygrysiej Wyspy.
Cały wachlarz ciekawych bohaterów pozwala ująć różne aspekty wartkiej akcji - mamy spiskowców, zabijaków, agentów, mieszkańców kolonii wciągniętych w wir rebelii, naukowca, młodą dziennikarz (kobieta!), nawet wśród piratów pojawiają się bardzo ciekawe rysy charakterystyczne. 
Tym, co porwało mnie w tej opowieści, było tło ekonomiczne i machinacje finansowo - polityczne. Bardzo szerokie ujęcie - a wiadomo że każda wojnę poprzedza konflikt ekonomiczny. Siły związane z obrotem pieniądzem wpływające na politykę i konflikty, Loża Mechanistów potajemnie szerząca swoje wpływy, naciski na siły rebeliantów z których nawet najlepiej poinformowani z nich nie mieli pojęcia. Dla uzupełnienia kolorytu mamy też księdza nawracającego Nagów - ciekaw jestem w ogóle rozwinięcia wątku tego starożytnego tubylczego ludu w kolejnym tomie, ich historia wydaje się kluczem do wielu zagadek.
Książka reklamowana jako polski steampunk. Ile tego steampunku w steampunku? Nie ma tu może zaawansowanej technologii parowej czy mechanizmów różnicowych, ale moim zdaniem nie technikalia są ważne, a duch. Gatunek ma wszak dość szeroką i płynną definicję, dla mnie liczyła się tu przygoda, realia (niczym z XIX wieku , wynalazków też trochę się znalazło ( zarówno wspominane silniki, jak i konstrukt młodego inżyniera również będący odniesieniem, tym razem do Konfederatów). 
Świetna lektura dla miłośników zarówno fantastyki, jak i przygody. Duże tempo akcji, nieco myląca chwilami mnogość postaci, świetnie zarysowany świat (czekam na mapy!), no i w końcu poważne podejście do działań zakulisowych. Jedynym zgrzytem była dla mnie piracka śpiewka podczas... wydarzeń pewnego wieczoru, ale mogę przymknąć oko. Nieoczywiste zakończenie (dwa spore zaskoczenia) pozostawia nadzieje na rychłe ukazanie się drugiego tomu. Do tego czasu pozostaje sięgnąć po debiut Autora, czyli Malajski Excalibur.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Genius Creations.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz