wtorek, 16 grudnia 2014

Patron - M.M Lemberg, czyli chorzy, gnoje i psychopaci.

Autor: Mateusz M. Lemberg
Tytuł: Patron
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788379610457
liczba stron: 508


Od teraz będę zaczynał od blurba.

Rok 1991. W klasztorze braci żebraczych w Starym Brodzie dochodzi do buntu nowicjuszy. Część młodych zakonników opuszcza wspólnotę i przenosi się do prowincji słowackiej.
Ponad dwadzieścia lat później w starobrodzkim kościele zostaje znaleziona w tabernakulum głowa biskupa. Do sprawy zostaje przydzielony komisarz Witczak, który właśnie wrócił z dwumiesięcznego pobytu na zamkniętym oddziale Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Współpracuje z przygotowującą się do zmiany płci aspirantką Cynowską i coraz bardziej sfrustrowanym sierżantem Tymańskim. Nie tworzą już zgranego zespołu. Jedno z nich pragnie wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.
Kiedy podczas rytualnego mordu ginie kolejny zakonnik, rozumieją, że mierzą się z niezwykłym przeciwnikiem. Zabójcą, którego nazywają „Patron”.



Drugi tom cyklu o Witczaku rozpoczyna się sprawnie, bo nawet po dłuższym okresie od lektury poprzedniej części - wbrew moim obawom - w naturalny sposób przypomina zdarzenia go kończące i rozwija losy bohaterów, nie uciekając do streszczeń czy zbyt długich opisów.
Tu od razu mam żal do blurba - ta głowa biskupa nie jest początkiem, akcja musi się odrobinę rozwinąć, żeby dotrzeć w ten punkt, przez co opis trochę psuje pracę autora w budowaniu napięcia. Rozumiem to - ciężko cokolwiek pisać o tej książce, nie zdradzając szczegółów fabuły.
Siłą cyklu o Witczaku są psychologiczne rysy postaci - kolejny tom tylko to potwierdza i dodaje im wyrazistości, chociaż i tu mam zastrzeżenia.
Choroba gnębi Witczaka, ale wizyta Hifa nasuwa mu pewien pomysł.
Cyna jest w głębokiej rozterce - jej związek się komplikuje, na horyzoncie poważne decyzje i czarne chmury, ale i tnie jest całym obrazem. Nijak nie usprawiedliwia to jednak opisu zachowań wobec Cyngla (vide moje zastrzeżenia w poprzednim poście) - i to pojawiających się spod pióra autora, który zawodowo ma styczność ze zwierzętami! Trochę empatii... Zwierzak niczemu nie winien, a siła negatywnego wydźwięku w moich oczach nie odbija się na wizerunku Agnieszki - której można by znaleźć wiele wytłumaczeń - lecz objawia się raczej wstrętem wobec takich zabiegów, niezrozumieniem intencji Autora - przecież można to było darować (sytuacja w klasztorze miała mocniejsze uzasadnienie). Za to ciekawym wątkiem jest decyzja, którą podejmuje "na gorąco", w trakcie lektury rozwój wypadków ciekawi i trzyma w napięciu - bo nawet jeśli nie lubimy Agi, to jednak jej szkoda.
Hif - mimo całej otoczki pojawiają się u niego rysy, w których świetle ukazuje się jako moralny gnój, i nie chodzi mi akurat o zamiłowanie do polowań. Nie trawię takich postaw, nawet mimo braku formalnych zobowiązań Tymańskiego.
Stara - nowa postać, która doczekała się szerszego wejrzenia - Misia Kostkiewicz, atletyczna psycholog z głosem z kreskówki ma ambicje, by wyjść spod skrzydeł Wardala i odważnie próbuje je spełniać.
Młody - który brak doświadczenia (w porównaniu do starych wyjadaczy) nadrabia sprytem i spostrzegawczością.
No i psychopata, czyli morderca. Czy może morderca i nekrofil? Mamy tu bowiem dwie sprawy - oprócz ujawnionego w zapowiedzi morderstwa dokonanego na biskupie, pojawia się też problem znikających z domów pogrzebowych zwłok.
Czy te sprawy się wiążą? To pytanie, które nurtuje w trakcie lektury.
Portrety psychologiczne, nasiadówki nerwowego przez rzucanie palenia Maluty, rosnąca presja związana z zabójstwem duchownego, pościgi, indywidualne działania policjantów. Sporo wątków, na niemałej ilości stron, lecz M. M. Lemberg wychodzi obronna ręką z prowadzenia wciągającej, spójnej akcji z dobrze stopniowanym napięciem. Spójność jest tu kluczowa - nie ma "luźnych końców", niedopowiedzeń, sprzeczności, niekonsekwencji. Wątki splatają się we fragmentach o odpowiedniej długości, czytelnik szuka powiązań, wszystko gra jak powinno.
Dużo tu brudu - psychicznego, moralnego, takiego życiowego, ale mamy tu przyjaźń, lojalność - która wystawiana jest na próbę, nawiązujące się nici porozumienia. Nie jest więc tak strasznie, jak mogłoby się zdawać - obok silnych emocji, problemów i komplikacji pojawiają się cieplejsze momenty, które ujawniają bardzo ludzkie oblicza twardych glin. Czy ich krnąbrność i samowolki wyjdą im na dobre?
Duży plus za detale w postaci procedur - czy to techników, ratowników, czy policjantów, zarówno w kwestii działań w terenie, jak i podległości służbowych i zezwoleń.
Tym razem - w odróżnieniu od "Zasługi nocy" - akcja rusza ostro, nie rozprasza, czytelnik zmuszony jest uważniej śledzić wątki, a pod koniec ma się ochotę czytać jeszcze szybciej, byle się wszystkie zagadki rozwiązały.
Lemberg nie słodzi, jego bohaterów zwyczajnie żal, bo życie ich kopie bez litości, ale zostaje nadzieja ma kolejne tomy.

Kolejną lekturę - od eKulturalnych - zacznę, gdy zjawi się listonosz : "Meczet Notre Damme. Rok 2048" Eleny Czudinowej,chyba, że dramatycznie się spóźni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz