Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2019

Wałęsa. Człowiek z teczki - Sławomir Cenckiewicz

Autor: Sławomir Cenckiewicz
Tytuł: Wałęsa. Człowiek z teczki
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377853566
liczba stron: 448
Lektura tej historyczno-publicystycznej pozycji pozostawia wiele goryczy i niesmaku. Nie dotyczy to jednak stylu czy nastawienia Autora, a samej treści - losów człowieka, którego cwaniactwo, oportunizm i kombinacje wyniosły na tyle wysoko, by został symbolem jednego z największych ruchów społecznych i ikoną polskiego przełomu.
Twarde dowody w postaci dokumentacji, a także relacje świadków tamtych dni rysują zgoła inny od forsowanego obraz.
Spieszmy się czytać dokumenty, tak szybko znikają...

piątek, 12 maja 2017

Doktor Jekyll i Mr Hyde - Robert Louis Stevenson

Po Snergu musiałem się otrząsnąć, a  że "Krzyk Persefony" do mnie nie trafił, sięgnąłem po klasykę, którą zapewne większość zna raczej z telewizji i kina, niż z samej powieści - a sam autor kojarzony jest raczej z przygodową "Wyspą skarbów".

czwartek, 17 listopada 2016

Krótka instrukcja obsługi psa - Krzysztof M. Kaźmierczak


Skuszony wizją dobrego thrillera wziąłem udział w konkursie i udało mi się wygrać ten egzemplarz z autografem.
Autora nie znałem, o sprawie Ziętary coś tam kiedyś słyszałem.
Nie byłem w żaden sposób przygotowany na tak mocną literaturę.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Co się stało w 966 roku? - Przemysław Urbańczyk

Autor: Przemysław Urbańczyk
Tytuł: Co się stało w 966 roku?
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
liczba stron: 166
Po obchodach 1050 rocznicy Chrztu Polski powoli opada kurz, tymczasem Przemysław Urbańczyk podejmuje bardzo rozsądną próbę dyskusji z historycznymi dogmatami, jakie pokutują w obrazie historii, którego nas nauczono.

czwartek, 3 marca 2016

Honor mi nie pozwala - Wacław Holewiński


Autor: Wacław Holewiński
Tytuł: Honor mi nie pozwala
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377857151
liczba stron: 328

"Dobrze, że trafiłem na narodowców, a nie komunistów" - słowa w tym duchu padające z ust bohatera książki, Żyda - przechrzty, majora NSZ, są tylko jednym z wielu przykładów bezkompromisowego odkłamywania mitów o podziemiu. Fascynująca postać, poruszająca i pięknie opowiedziana historia.

wtorek, 2 lutego 2016

Szpiedzy na moście - James B. Donovan. Pesymiści uczą się chińskiego.


Autor: James B. Donovan
Tytuł: Szpiedzy na moście
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377857892
liczba stron: 478

Szpiedzy, napięcia międzynarodowe, obrońca strzegący litery prawa.
Potocznie postrzega się język prawniczy za niezrozumiały, ale James B. Donovan dał nam pasjonująca historię procesu sowieckiego szpiega, ale też odmalował obraz swoich czasów.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Upadek - Chuck Hogan, Guillermo del Toro

Autor: Chuck Hogan, Guillermo del Toro
Tytuł: Upadek
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377857113
liczba stron: 413

Na drugi tom cyklu The Strain trzeba było długo czekać - miałem o tyle łatwiej, że czytałem wznowienie. Rozumiem jednak niecierpliwość fanów wizji Hogana i Del Toro.

piątek, 31 października 2014

Niewidzialna korona - Elżbieta Cherezińska

Autor: Elżbieta Cherezińska
Tytuł: Niewidzialna korona
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377855003
liczba stron: 764

Po krwistym Nowym Jorku wracam w polskie średniowiecze czasów rozbicia dzielnicowego. Ilość stron nie przeraża, przeciwnie - napawa nadzieją i budzi ciekawość.

Tradycyjnie krótko, bez zdradzania fabuły.

Akcja drugiego tomu rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się "Korona śniegu i krwi". Po śmierci Przemysła II Michał Zaremba tkwi w lochu, a Rada musi zdecydować, co dalej.
Ambicje Henryka Głogowskiego, krnąbrny Władysław, podzielony kraj bez dziedzica i granice w ogniu. Lasy już obudzone, wypełniają się wojownikami Trygława, Starcy są widziani coraz częściej, ale nie tylko oni prowadzą vendettę.
Szerzej zarysowane konflikty książąt śląskich. Knowania biskupa Muskaty i apetyt Vaclava II na polską koronę.
Czy wszyscy, nie tylko baronowie, zdążą zrozumieć, że królestwo to więcej niż król?
Rozgrywki rodów brandenburskich i wyścig po rękę królewny Rikissy, która potrafi zaskoczyć.
Nowe postaci w grze - jaką rolę odgrywa zakon Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie?
Czy coś jest na rzeczy w wątpliwościach Tylona wobec Jakuba II?
Oględziny zwłok króla w wykonaniu braci Pecolda i Wolframa - bardzo ciekawe, uwzględniono ówczesne możliwości i wiedzę.
Średniowiecze pełne skrajności - święte, ale i zmysłowo wyuzdane.
Rzym brudny i piękny, zalany pielgrzymami, święty i grzeszny zarazem.
Powalające godzinki wrocławskich klarysek, dające dogłębny wgląd w kulisy polityki Piastów.
Wielowątkowość w pełnej krasie - i nadal mi się to podoba. Duża tu zasługa stylu Autorki, która snuje przed nami opowieść, niczym wielki dynamiczny obraz odsłaniającą kolejne szczegóły, powiązania, przetasowania, cienie i blaski, miłość i gniew. Powieść obyczajowa? Nie, o obyczajach, o emocjach, ale bliżej jej do epickości sag fantasy, a że mamy do czynienia z naszą - nieco ubarwioną - historią, więc jest to wręcz legendarne.
Czy popularność pani Cherezińskiej przekuje się na stworzenie nowych legend? Czas pokaże :)
Czytałem zarzuty, że każdy przeciwnik protagonisty jest tu dziwny, zboczony, obarczony całym katalogiem wad. W toku lektury nie rzuca się to aż tak w oczy, zwłaszcza że takiego np. Vaclava II mieliśmy już okazję poznać i wiadomo było, że jego psychika odbiega od przeciętnej, a nawet w mrokach brandenburskich zamków możemy odnaleźć postaci sympatyczne.
Takie ulotne skojarzenie, ale ważną rolę może tu odgrywać zawodowa wiedza Autorki o teatrze - z dużym wyczuciem budowane jest tło, ważne dekoracje są zawsze dobrze widoczne, charaktery grają niczym w sztuce. Bardzo ważne dekoracje - ubiory (surkoty, kaftany, nogawiczki...) i uzbrojenie barwnie wplatają się w obraz.
Napięcie rośnie aż do finałowej sceny wizji symultanicznej, opisanej z fantazją i rozmachem. A teraz trzeba czekać na kolejny tom! O zgrozo!
Rzecz na którą dotychczas nie zwracałem większej uwagi papier. No, chyba że był wyjątkowo gazetowy. Tu solidny, przyjemny w dotyku, nawet opisany z rodzaju w stopce.


Po mrokach średniowiecza czas na postapo/grę - czyli "Endgame. Wezwanie".

czwartek, 9 października 2014

Wirus - Guillermo del Toro, Chuck Hogan

Autor: Guillermo del Toro, Chuck Hogan
Tytuł: Wirus
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 978-83-7785-519-5
liczba stron: 560
Czego spodziewałem się po tym horrorze? I to horrorze o wampirach? Na pewno nie takiej dawki obrzydliwości jak u Eda Lee, nie psychologicznej potworności Ketchuma, a choć z literatury wampirycznej znam tylko klasyczną powieść Stokera - wiedziałem, że świecić to one nie będą. Nie zawiodłem się.

Okładkowe porównanie do mistrzów gatunku wcale nie jest takie pobieżne, bo Nowy Jork przypomina mi klimatem ten Kinga z Mroczne Wieży, ze wspomnień Deana. Groza narasta tu jednak powoli, opowieść zaczyna się raczej thrillerem, z ogromną znajomością procedur bezpieczeństwa USA. Elementy nie pasujące do thrillera wyłaniają się powoli, a niepokój kiełkuje w naszych umysłach. Niby z blurba wiadomo, czego mniej więcej się spodziewać - ale boimy się, czego będzie mniej, a czego więcej.
Ciężko to mówić o książce wydanej w Polsce cztery lata temu, ale jest to zupełnie nowa jakość w postrzeganiu wampirów. Już nie widzimy ich jako tajemniczych, mrocznych starców w płaszczach czy bladych lowelasów. Del Toro i Hogan dotknęli tu istoty wampiryzmu - podkreślili potworność ich egzystencji, przedstawiając ten stan jako wirus. Nie chcąc psuć lektury powiem tylko, że opisany ciekawie, z dużą ilością odrażających szczegółów anatomicznych.
Wracając do Stokera, "Wirus" ciekawszy jest nie tylko przez brutalny realizm. Dużo odcieni fabule nadaje rozbicie jej na wielu bohaterów, rysujących mozaikę rozbitego zwierciadła Nowego Jorku po okultacji.
Wartka akcja, działania obalające niektóre popularne mity o krwiopijczych monstrach, irracjonalna i nienaukowa zaraza w logicznym i stechnicyzowanym świecie. Budzący się najbardziej atawistyczny strach - i obrzydzenie, może nie ekstremalne, ale podskórnie niepokojące, bo wiemy, że stykamy się z nienaturalną grozą. Świat staje się przerażającym miejscem, gdy dowiadujemy się o takich rzeczach i okazują się one prawdą. Gdzieś pomiędzy upiorną baśnią a bezwzględnym thrillerem rozciąga się "Wirus", ukazując pozornie zorganizowany, ale w istocie chaotycznie nieporadny świat. Cywilizację, która nie potrafi stawić czoła starym lękom, bo wyparła je ze zbiorowej świadomości. Codzienność podlega inwazji zjawisk, które trudno wyjaśnić, trudniej uwierzyć, a najtrudniej im się przeciwstawić. Takiego mroku nie potrafią rozjaśnić ani blade ekrany komórek, ani flesze gazet.
Lektura pochłania, kibicujemy bohaterom, dzieląc ich rozterki i chcemy, by pokrzyżowali plany Mistrza.

Takie właśnie powinny być wampiry, psiakrew. Złe, odrażające, nieludzkie, obce, nie z tej ziemi, przeciwne naturze, bez mgiełki romantyzmu, do tego stadne - a nie izolujące się w zamkach.

Przewrotne jest to, że wampiry - choć pradawne i osadzone w świecie wierzeń - są niczym innym jak zarazą, piekielną plagą. Jaka to różnica, skoro i tak nauka nie potrafi sobie z nią poradzić?

Mamy tu i dyskretne mrugnięcie okiem do czytelnika - Ci którzy znają Ph. K. Dicka na pewno skojarzą nazwisko Eldritcha Palmera.

Przy okazji, zawsze męczy mnie jeden szczegół pomijany w rozważaniach o wampirach - nie przepadają za zwierzęcą krwią, ale chcą zarazić/zgładzić cały rodzaj ludzki. Pewna niekonsekwencja? Może raczej farmy ludzi wzorem z "Matrixa"? Tu może nie do końca pominięty, ale nadal.
No i to zakończenie! Może odrobinę podniosłe, ale pozostawiające spory niedosyt. Dobrze że nie czytałem pierwszego wydania cztery lata temu - i oby Wydawnictwo Zysk i S-ka wydało kolejne tomy!
Po takiej powieści ciekaw jestem serialu :)
Dziękuję eKulturalnym!
czas na kolejne tomiszcze Zysku - czyli "Niewidzialną Koronę" Elżbiety Cherezińskiej.

środa, 24 września 2014

Korona śniegu i krwi - Elżbieta Cherezińska, czyli nie daj Boże zjazd piastowski

Autor: Elżbieta Cherezińska
Tytuł: Korona śniegu i krwi
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788375069945
liczba stron: 768


Przymierzałem się do "Lśniących dziewczyn" Beukes, ale paczka od Zysku była szybsza, więc długo wyczekiwana "Korona śniegu i krwi" zyskała pierwszeństwo. Ponownie więc czas na dźwiganie ciężkich tomiszcz :)
Lubię fantasy, tak jak i historię, ale średniowiecze to nie była do końca moja bajka - może ze względu na rozległość tematu, szerokie ramy czasowe, wielkie ilości dat... Zawsze jednak Wieki Ciemne były ciekawe jako punkt wyjścia naszej cywilizacji.
Może jestem jednym z czytelników o których Autorka wspomniała w wywiadzie - tych, którym "królowie się mieszali w jedną ukoronowaną masę", bo lubię historię, ale w nazwiskach i datach nie jestem mocny. Faktycznie też w "Koronie" wielu jest Bolesławów, ale Autorka potrafi z wyczuciem zaznaczyć, którego ma na myśli.
Książka zaskoczyła mnie na wielu płaszczyznach.
Realizm - brud, smród trzewi, rozłupane czerepy, zardzewiałe ostrza gwarantujące tężec, szczęk żelastwa - wszystko to uderza jak obuchem od pierwszych stron. Daleko tu do obrazu średniowiecza rodem z dzieł malarskich - dworskiego życia, etykiety i pięknych szat.
Emocje - których często brakuje w dziełach zachodnich, tu, u Słowian, wykwitają gwałtownie i mocno, wprost z serc krewkich Piastów i Gryfitów.
Wierzenia - nadal żywy konflikt starej wiary z "wyznawcami martwego boga", rozważania i postawa Bolesława Czystego, kontrowersje wokół świętego zdrajcy - Stanisława, świętość Kingi (która razem ze spojrzeniem Jadwigi przywołują wielki uśmiech).
Lekkość pióra i humor, który sprawia że skomplikowane relacje książąt, knowania, machinacje, cała ta polityka nabiera barw bardziej ludzkich. To moim zdaniem chyba największa zaleta tej opowieści - średniowiecze schodzi tu ze sztywnych ram chronologii, wyblakłych obrazów, suchych słów historyków na ziemię, nie bojąc się wdepnąć w gnój, ale i zanieść się perlistym śmiechem czy dumnie unieść głowę w złości niczym Przemysł II. Ten bezkształtny korowód niewiele mówiących nam postaci nabiera rysów szczególnych, stają się one bardziej zrozumiałe i zapadają w pamięć; stopniowo logiczne i powiązane stają się te zdarzenia, których nie mogłem spamiętać na lekcjach - zwłaszcza że na rzeczy jest rozbicie dzielnicowe.
Obyczaje - świetne ukazanie tej sfery, która przecież była niezwykle bogata i złożona, podkreślenie też organizacyjnej roli kościoła, co w znaczący sposób wpływało na życie codzienne.
Elementy fantasy - baśniowe bestie z herbów ożywają i towarzyszą swoim panom, często podkreślając wspominane już emocje.

W kwestii porównań i odniesień. Samej Autorce wymsknęła się "polska Gra o Tron", z czego się trochę tłumaczy, moim zdaniem niepotrzebnie. "GoT" nie czytałem i jeszcze długo nie mam zamiaru, a "Korona" to jakość tak wysoka, że nie potrzebuje etykietki "polskiego czegoś tam", raczej powinno to działać w drugą stronę.
Jeśli średniowiecze i fantasy - oczywiście Dariusz Domagalski i Jego cykl krzyżacki. Twórczość pana Dariusza bardzo lubię, cały cykl czytałem z niekłamaną przyjemnością, ale porównania z panią Elżbietą niestety nie wytrzymuje, mimo dbałości o szczegóły, zwłaszcza w opisach walki. Dopiero teraz widzę, przez porównanie, że:
WOW WOW Miłość taka wzniosła Rycerze tacy mężni Średniowiecze z obrazów tak bardzo

W Koronie jest i dowcip, i przekleństwo, i spojrzenie bardziej przyziemne. Dodatkowo - tu wątki fantasy (cudów i bestii herbowych) są urozmaiceniem, ale dającym bardzo dużo kolorytu. W "cyklu krzyżackim" elementy fantastyczne stanowią niejako trzon fabuły, a tak barwne nie są.
No i te legalne turnieje i mniej legalne bohurty, echa okrzyków rodowych niosące do walki - współczesne skojarzenia nasuwają się same, choć wtedy zasady były pewnie dużo bardziej sformalizowane.
Genialnie opisany kantor Jakub i wątek detektywistyczny, te jego odkrycia...
Powracające niczym refren pieśni arturiańskie, każące szukać analogii.
Magnacka buta, pycha i żądza władzy kiełkujące już wówczas - i mroczne tajemnice rodowe, które mogą odmienić każdego.
Mówi się, że to historia w wersji pop. Nie wiem, czy to przystaje do tak emocjonującego dzieła ze sporą głębią, jeśli jednak tak, to chciałbym, żeby takie właśnie książki stawały się popularne, żeby Autorka zdobywała coraz szersze uznanie, może wtedy "kultura popularna" odzyskałaby prawo do pierwszego członu nazwy.

Miałem teraz sięgnąć po "Niewidzialną koronę" - a chcę bardzo, zakończenie aż o to woła, ale że u eKulturalnych wygrałem książkę "Wirus", zaczekam, może listonosz się pojawi :)


środa, 30 lipca 2014

Dzień Tysiąca Godzin - Wiesław S. Kuniczak





Autor: Wiesław S. Kuniczak
Tytuł: Dzień Tysiąca Godzin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788375069525
liczba stron: 856
Na wstępie chciałbym podziękować - ponad trzynaście setek wyświetleń i pierwszy post z setką na koncie :)
Wracam po długiej przerwie - jakoś tak to wychodzi ostatnio z książkami dotyczącymi II Wojny Światowej. Duże tomy, intensywna i czasochłonna lektura. Nie ukrywam zresztą, że tak lubię i nie żal mi czasu, chociaż czasem więcej zajmuje mobilizacja, żeby zacząć jeździć z taką cegłą w torbie.
Nie inaczej było tym razem. Dzieło Kuniczaka od Portalu Historyczno-Wojskowego musiało swoje odstać, aż nadszedł czas "odzyskiwania przestrzeni półkowej". Lektura wciągnęła od razu. Kolejne podrozdziały - tytułowane zgodnie z ich głównym bohaterami - przedstawiają nam historie, które są kolejnymi nićmi w wątku Historii. Wydarzenia jesieni 1939 roku widzimy oczami Generała, który sprzeciwił się Piłsudskiemu, Żyda Berga, wiejskiego chłopaka wcielonego do wojska - Antosia, syna Generała - Adama, syna jego brata Michała - Pawła, obrońców Westerplatte, amerykańskiego korespondenta, zagubionych rezerwistów, esesmana Ericha, tragiczny wątek niedowidzącego obrońcy zwierząt. Różne punkty widzenia dają nam wgląd w różne płaszczyzny społeczne i obyczajowe; Kuniczak, podobnie do Sławomira Kopra, pokazuje nam, że ówczesna Polska nie była czarno-biała, jednolita i zgodna. Wszystkie blaski i cienie przedstawione są tak, że niemal czujemy, dlaczego bohaterowie postępują tak, a nie inaczej, rozumiemy ich racje i motywacje.
Uwagę zwraca tu język - zawsze jest on dla mnie ważny - opisowy, precyzyjny, poetycki. Opisy są barwne, w przypadku starć nieomal frenetyczne; ranny Paweł wiedzie nas drogą na granicy przytomności - wszystko to czuć, ból, krew, przerażenie, zagubienie, deprywację, szaleństwo. Tak sam jak bohaterów oblepia nas kurz, a spiekota pali wargi. Widzimy szarżę pod Krojantami i choć wiemy, że nielogiczna, czujemy że tak trzeba było. Dlaczego? Ta wojna jest inna, inna niż Generał Prus pamięta z roku 1920, inna niż pamięta otyły major intendent. Świat się zmienił - jak powiedziałby S. King, poszedł naprzód - i zmienił się też sposób prowadzenia konfliktów. O tym ostatnim wiedzieli jednak Ci, którzy konflikt widzieli dużo szybciej i dokłądniej - polski wywiad widział nadciągającą burzę, ale czy spodziewał się aż takiej powodzi żelaza?
Ten właśnie dramat na wielu poziomach rozgrywa się na naszych oczach, a gdy opada kurz widzimy krew i trupy. Lektura bardzo porywa emocjonalnie, zwłaszcza że narracja każdej postaci jest dopasowana do pochodzenia i światopoglądu - łatwiej więc wyczuwamy odcienie ich uczuć.

Smutne jest też ukazanie świata, w którym zrobienie czegoś, bo tak należy, było naturalne, choć niełatwe. Jakże niemodna, pozornie nieekonomiczna i niepraktyczna dziś to postawa.
Strumienie świadomości - czasem wąskie i wartkie, kiedy indziej szerokie i wszechogarniające. Psychologia, filozofia, zaduma.
Perspektywy wąskie, które wraz z doświadczeniami życiowymi rozlewają się niczym rzeka, oraz te szerokie, których horyzont skraca się do naprawdę najbardziej osobistych wydarzeń - zderzają się, przeplatają, malując rzeczywistość tysiącami odcieni.
Sporo zajęło mi przeczytanie tego tomiszcza, ale wraz z ostatnimi słowami czułem jakiś brak, już sięgnąłbym po kolejny tom (oby się ukazały), by poznać dalsze losy... tych, którzy przeżyli.

Nieczęsto mam okazję sięgać po książki Zysk i S-ka, ale zawsze jest to wydarzenie. Najpierw oczywiście trylogia Tolkiena w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego - "jedynej słusznej" wersji Marii Skibniewskiej nie mogłem przebrnąć, wspaniała "Wielka Gra" (oby więcej Hopkirka - tak powinno się opisywać historię), teraz Kuniczak, wkrótce Cherezińska - tu również się nie zawiodę, w planach Ayn Rand. Pal sześć, że to "cegły", bo mimo niewygody warto.
Po tak długim i intensywnym pobycie w '39 czas na fantastyczno-pulpowy antrakt - Coś na Progu #9 - w oczekiwaniu na numer dziesiąty.