sobota, 21 kwietnia 2018

Folk - Tomasz Czarny, Marcin Piotrowski

Autor: Tomasz Czarny, Marcin Piotrowski
Tytuł: Folk
Wydawnictwo: Dom Horroru
Przedpremierowo!
Leśniczówka w środku lasu - brzmi znajomo? Tak zaczynało się wiele horrorów. Żaden nie był jednak tak ekstremalny.

Już pierwsze strony otaczają nas kolorystyką znaną z twórczości Eda Lee - ćpunka leży w brudzie, a jej facet chce ją ratować. Cóż lepszego niż detoks w głuszy, z dala od miejskich pokus?

Czarny i Piotrowski stworzyli opowieść dla miłośników najbardziej dosadnej odmiany horroru. Twórczość grozy można przecież podzielić na wiele podgatunków, od subtelnych opowieści z duchami w tle po slashery, splattery i gore. Autorzy celowali w ten drugi biegun mając świadomość, że będzie to uciecha dla wybranych. I to jaka uciecha!
Nieprzypadkowo wymieniłem tu nazwisko Edwarda Lee - obok Ś.P. Jacka Ketchuma jest on jednym z wielu mistrzów horroru, którym pisarze składają tu hołd. Subtelnie przeplatając znane miłośnikom horroru motywy, żonglując odniesieniami - przynoszą bezkompromisową, nie znającą tabu opowieść skrytą w mrokach bieszczadzkiego lasu. Czegóż tu nie ma! Zbyt wiele szczegółów mogłoby zepsuć fabularną niespodziankę (choć niektóre tropy mogą podpowiadać, czego możemy się spodziewać), ale mogę obiecać, że miłośnicy ekstremy będą zachwyceni. Osoby z wrażliwym żołądkiem i bujną wyobraźnią mogą mieć pewne trudności z lekturą.
"Hołdy" bywają ryzykowną rzeczą - mogą stać się kalką albo zbyt nachalnie czerpać z pierwowzorów. Tu mamy konstrukt z jednej strony rozmawiający z czytelnikiem i mrugający do niego porozumiewawczo, z drugiej - bardzo pełne wykorzystanie formuły horroru ekstremalnego, dociskanie grozy do granic możliwości, nie zważając na jakiekolwiek granice - dobrego smaku czy normy obyczajowe. To, jak to nazwałem, dociskanie nosi też znamiona świadomej gry, zabawy podszytej dużą dozą frajdy. Spod obrzydliwości przenika szalony rechot, aż się człowiek zastanawia, co tu jeszcze można wymyślić, gdzie jeszcze pójdą dalej? Czarny i Piotrowski nie bawią się w półśrodki i nie zamierzają się tłumaczyć - są dewiacje, płyny ustrojowe, gwałty i rozczłonkowania. I to li tylko we wspomnieniach ćpunki, a im dalej w las tym więcej drzew... Mamy więc ekstremę doprowadzoną do granicy, za która mogłaby się stać absurdem - ale czy na pewno? To wahanie właśnie zostawia nas w zadumie nad tym do czego zdolny jest człowiek, jakie są jego ograniczenia i jak niewiele trzeba, by zrzucić płaszczyk cywilizacyjnej ogłady.
Na korzyść Folk-u przemawia tez jego długość - nie jest to długa, wlokąca się powieść, a fabuła zostaje odpowiednio zintensyfikowana zarówno jeśli chodzi o wydarzenia, jak i opisy. Nieustannie czuć napięcie, a nasze oczekiwania i wyobrażenia mogą nie raz okazać się mylne - Autorzy nie unikając zwrotów akcji aż do dramatycznego finału i potężnego twista.
Dla miłośników gatunku rzecz obowiązkowa, dla tych którzy mieli styczność z ekstremą raczej w wersji kinowej - świetna pozycja na zapoznanie się, zwłaszcza że skojarzenia filmowe pomogą łatwiej się oswoić z tym gatunkiem. Panie Marcinie, Panie Tomaszu, oby więcej takiej współpracy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz