środa, 27 września 2017

Jesteś dla mnie wszystkim - Ed Lee

Niewielka, ale mocna lektura, czyli Ed Lee znów w formie!
Powieść - chociaż to mocne słowo jak na osiemdziesiąt stron - opowiada o miłości i przywiązaniu na zapadłej amerykańskiej prowincji. Ale! To przecież Lee, więc nie liczymy na obyczajówkę czy romans.

Już od pierwszych stron Autor mocno uderza - kazirodztwo, narkotyki, voyeuryzm, przerośnięte, zdeformowane i brudne ciała, gwałt, header...

W tym katalogu okropieństw, zboczeń i wynaturzeń osią jest uczucie Easter do męża. A że ten ją zdradza z własną córką... no cóż, Easter przejmuje stery i przy niewielkiej pomocy robi porządki. Tymczasem w miasteczku pojawia się gość. Spotkanie z Easter będzie dla niego bardzo ekscytujące...
Przy frontalnym uderzeniu ekstremą Lee znalazł miejsce i na tchnienie swojego Mistrza, Lovecrafta. Starożytne zaklęcia odegrają tu niebagatelną - i nie sztucznie wciśniętą - rolę. Umiejętnie wpasować Cthulhu mythos do ekstremy w stylu southern to chyba tylko Lee potrafi. No i tradycyjnie czuć jak Autor bawi się ciskając w nas obrzydliwością, od hitchcockowskiego trzęsienia ziemi na początku aż po widowiskowy finał.
Świetna pozycja jeśli ktoś nie zna Lee, taka akurat na spróbowanie. Dla miłośników - obowiązkowa. I tu właśnie pojawia się problem. Mimo świetnej okładki Shred Perspective Works jest to tomik mniejszy niż "Wypuść mnie proszę", praktycznie ginie na półce wraz ze stojącym obok "Pokojem 416", dołączonym do czasopisma "Coś na progu" opowiadaniem. "Pokój" ma do tego prawo, ale JDMW można było śmiało włączyć do wzmiankowanego tomu opowiadań. Pozostaje mieć nadzieję na dalsze pozycje Lee w katalogu Domu Horroru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz