środa, 1 lutego 2017

Wypuść mnie, proszę - Edward Lee

Autor: Edward Lee
Tytuł: Wypuść mnie, proszę
Wydawnictwo: Dom Horroru
ISBN: 9788394629908
liczba stron: 170
Nazwiska Edwarda Lee miłośnikom horroru ekstremalnego przedstawiać nie trzeba. Po trzech wydanych w Polsce powieściach, nakładem wydawnictw Dom Horroru ukazał się zbiór Jego opowiadań. Znając repertuar Lee wiemy czego się spodziewać, a w krótkiej formie mocno, dosadnie i zaskakująco.


Pierwszym zaskoczeniem jest okładka - mroczna, nieco niewyraźna, epatująca tym, co w gore częste - flaki, krew... Nie przypadł mi jednak do gustu, może nie ten styl rysunku, może właśnie te nieczytelność.
Poza doborem szaty graficznej dobry start Wydawnictwa - niezły papier, duża czcionka, mała biografia Autora.
Lee tradycyjnie nie boi się wstrząsnąć swoim czytelnikiem - odchody, wnętrzności, deformacje, zboczenia, sadyzm uderzają już od pierwszych stron, serwując niemal kanibalistyczną potrawkę dla miłośnika ekstremy.
Paradoksalnie nie Lee nie zaskakuje skalą, w jakiej przekracza granice smaku (już nawet nie dobrego, jakiegokolwiek). Szoku nie wywołują kolejne opluwane świętości, obalane podstawy społeczeństwa, wszystkie możliwe normy. Największym horrorem w takiej ekstremie jest możliwy realizm, potencjał zaistnienia takich sytuacji, zderzenie ich z pozornie spokojnym światem widzianym na co dzień, zanik człowieczeństwa, kruchość człowieka.
Zdawać by się mogło, że tak filozoficzne kategorie powinny cechować "wysoką" literaturę. Lee z pewnością nie myśli w tych kategoriach, ale nawet gdy przebrniemy przez opisy najstraszniejszych tortur nie będziemy tak przerażeni, jak w momencie, gdy odchodzi od wymyślonej grozy w kierunku opisu rzeczywistości (Gówniany dom), zadziwieni - gdy bawi się materią literatury, jak w Istotach, czy zaskoczeni przypowieścią filozoficzną (Powiedziała "śmierć"). Nawet jednak gdy nieco spuszcza z tonu, nie byłby sobą, gdyby nie uderzył nas między oczy - zakończenia niektórych opowiadań są potwornie przewrotne. 
Można sądzić, że z miłośnikiem ekstremy jest coś nie tak - nic bardziej mylnego. Może i ma podniesiony próg tolerancji na okrucieństwo, ale tylko to fikcyjne. Uderzanie w normy, systemy, wartości, podstawy człowieczeństwa i cywilizacji  uwrażliwia takiego czytelnika, stawiając go w obliczu horroru, jaki potrafi stworzyć tylko człowiek - tego realnej potworności zarówno jednostkowych zachowań, jak i utrwalonej społecznie obojętności i niezauważania niewygodnych zjawisk.
W trakcie lektury nie raz żołądek podejdzie do gardła, ale to tylko tło, instrumentarium dla pokazania prawdziwej grozy - ludzkiego umysłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz