wtorek, 24 grudnia 2013

Survival a'la Dick

Philipa Kindreda Dicka miłośnikom fantastyki, zwłaszcza pulpowej, przedstawiać nie trzeba. Pierwsza jego pozycja, po którą sięgnąłem – Ubik – wciągnęła mnie bardziej niż mają to w zwyczaju lotne piaski, pociągając do „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”, opowiadań ze zbioru „Krótki, szczęśliwy żywot brązowego Oxforda” i wielu innych. Genialny paranoik, miłośnik alkoholu i zakazanych używek malował swoje wizje apokalipsy przerażająco, ale z pełnym humanizmu podejściem. Kładł duży nacisk na człowieka i los ludzkości, jak też realność otaczającego nas świata. Człowiek jest u Dicka osaczony, rządzony przez roboty, przenoszony do innych rzeczywistości, traci tożsamość, ale jest w tym nadzieja na przyszłość. Żyjemy i trwamy, niezależnie od okoliczności, które potrafią urastać do apokaliptycznych zagrożeń.
Jakie apokalipsy widzimy w Jego twórczości? Patrząc z drugiej strony – jakie apokalipsy widział Philip Kindred? Często mówi się o jego lękach i wizjach LSD, ale motywy zagłady przewijają się od początków twórczości. Chciałbym przytoczyć tu wspomniany, niedoceniany zbiór „Krótki, szczęśliwy żywot brązowego Oxforda”, w którym zawarto opowiadanie „Wielki K”. Jest tu zarówno lęk, jaki autor żywił wobec robotyzacji, jak echa Zimnej Wojny i apokalipsy która mogła się wydarzyć. Świat kontrolowany przez maszyny, ludzie żyją z roku na rok, wysyłając przedstawiciela plemienia, by zadał trzy pytania Wielkiemu K, komputerowi rządzącemu światem. Ludzie, by przetrwać, muszą niczym Sfinks zadać pytanie, na które maszyna nie zna odpowiedzi.
Czym jest apokalipsa? Zagładą? Na pewno końcem świata jaki znamy. Postapo daje nam wgląd w to, co może wydarzyć się później. Twórczość Dicka ewoluowała i poza zagładą prawdopodobną dla nas pojawiają się też tysiące małych, niezauważalnych końców i zmian. Pytając o realność naszego świata autor żonglował rzeczywistością, która potrafiła się rozpaść jak domek z kart. Przykładem takiej powieści może być wspomniany „Ubik”. Wartka, wciągająca akcja przedstawia nam nieokreślone panaceum przeciwdziałające cofaniu się w czasie, tytułowego Ubika, który może być wszystkim. Jego wpływ na rzeczywistość bohaterów jest tak potężny, że tempo zmian w otoczeniu mógłby skwitować Heraklit swoim „panta rhei”, gdyby nie dziwny kierunek tego upływu. Atmosfera osaczenia i poszukiwania stopniowo ogarnia samego czytelnika, czyniąc z samej książki ów dziwny czynnik przenoszący w alternatywny świat. Efekty fantastyczne schodzą do roli tła, o wiele bardziej fascynujące staje się rozwikłanie zagadki. Zadziwiająca jest też zdolność błyskawicznej adaptacji bohaterów, bądź co bądź ludzi epoki podróży kosmicznych, na coraz bardziej retro otoczenie.
Utarło się przedstawianie Kalifornijczyka jako autora fantastyki, dlatego mówiąc o postapo w jego kontekście chcielibyśmy widzieć zagłady w kosmosie, wybuchy nuklearne, roboty, maszyny i owady. Wszystko to pojawia się zarówno w powieściach, jak i opowiadaniach. Dick jednak traktował nietypowe realia jako sztafaż dla treści filozoficznych, pytań o naturę świata, Boga, o realność otoczenia. Dlatego postapo Dicka to nie tylko te spektakularne katastrofy, ale nieco miłoszowskie w treści, zwyczajne, niezauważalne końce. Zmienia się świat przedstawiony, zmieniają się i ludzie, stopniowo, lub też gwałtownie, w niekończącym się ciągu. Tym, co odróżnia tą prozę od Miłosza, jest jeszcze większy nacisk na szczegóły i detale z pozoru błahe. U Dicka pijak zasypiający na brzegu trawnika byłby kluczową dla przetrwania postacią, służąc wskazówką lub ratując nam przydatnym artefaktem. Widać tu typowe dla autora igranie z postaciami i przedmiotami, które niczym w narkotycznym transie ukazują nam swoją istotę – nagle i bez ostrzeżenia. Równie filozoficzny jest powtarzający się motyw labiryntu, w jakim krążą bohaterowie. Żonglując równoległymi rzeczywistościami i ontologicznym podejściem do popkulturowo znanych symboli (np. puszka Coca-Coli), stawia istotę ludzką wobec wielopoziomowej łamigłówki, w której rozwiązaniami są jednostkowe decyzje, a stawką życie, a nawet los świata (światów?).
Takim próbującym przetrwać uciekinierem – graczem jest bohater wspomnianej już powieści „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” Jason Taverner – genetycznie rozbudowany gwiazdor telewizyjny i piosenkarz. Po swoim programie dostaje telefoniczne zaproszenie od byłej kochanki. Odwiedziwszy ją, zostaje zaatakowany przez nią pasożytnicza formą życia, wskutek czego ląduje w szpitalu. Przebudzenie oznacza jednak wywrót w locie, jakim jest jego życie. Obskurny pokój hotelowy, brak dokumentów, całkowita nierozpoznawalność przez współobywateli. Dlaczego? Z czasem odkrywa, że znalazł się w policyjnej Ameryce po Drugiej Wojnie Secesyjnej. Odarty z tożsamości, nie mogący legitymować się wymaganymi przez służby porządkowe, walczy o przetrwanie. Przekupstwo ułatwia mu zdobycie fałszywych dokumentów, ale naprowadza to na jego trop przedstawicieli władzy. Walka o fundament zapamiętanego świata zaczyna zagrażać jego życiu. Jest jednak iskierka nadziei w tym odmienionym, totalitarnym świecie, gdzie każde działanie jest obserwowane.
Totalitaryzm to leitmotiv pojawiający się również w innych dziełach Dicka. Najgłośniejszym z nich i zarazem tym, które przyniosło mu popularność, jest „Człowiek z Wysokiego Zamku”. Świat jest tu nie tylko totalitarny – system opresji jest jednym z gorszych nam znanych. Państwa Osi wygrały wojnę, USA znajduje się w japońskiej strefie wpływów. Hegemonia Azjatów przejawia się między innymi w rozpowszechnieniu księgi Yijing (I Ching) – której heksagramy wyznaczane losowanymi patyczkami mogą służyć zarówno wróżeniu, jak i podejmowaniu decyzji. Księgi tej używa Hawthorne Abendsen, autor „książki w książceh, „Utyje Szarańczah (tytuł nawiązuje do Księgi Koheleta) – opisującej kolejną alternatywę dziejów świata, gdzie Oś wojnę przegrała, ale i rozwój wypadków jest inny od tego, który znamy z historii. Spiętrzenie tych wizji, wzmocnione losowością Księgi Przemian i interpretacjami jej wyroków podkopuje podstawy rzeczywistości, a prawda widoczna jest w odmiennym stanie świadomości. Jak przetrwać, gdy gmach nas otaczający jest fantazmatem, a wypadki zależą od upadających pałeczek? Survival staje się improwizacją, chaotycznym balansowaniem na granicy normalności, gdzie nie można odróżnić dobra i zła.
Jakie są więc te próby u Dicka? Czy gorączkową walką z przeciwnościami, które niczym zombie czyhają za rogiem? Formalnie również, ale najważniejsza jest jednak warstwa filozoficzna, gdzie jednostka walczy o tożsamość, normalność, możliwość zaakceptowania rzeczywistości (albo ułud nią będącej), aby funkcjonować w sposób.. normalny? W Jego światach nic pozornie nie jest normalne, poza emocjami i zachowaniami. Na tym rdzeniu oplata historie, w których adwersarzami są roboty, narkotyki, przedmioty i, szczególny rys u tego pisarza, Bóg w swoistych manifestacjach.
Boska zwierzchność u Dicka pojawia się głównie w trylogii VALIS, będącej zwieńczeniem Jego twórczości, a składającej się z powieści „Valis”, „Boża inwazja” oraz niedokończonej i nieopublikowanej „The Owl in Daylight”, zastąpionej po jego śmierci „Transmigracją Timothy'ego Archera”. Coraz bardziej podejrzliwy i używający środków psychoaktywnych autor pisze tu bardziej osobiście, opiera treść na dających się prześledzić faktach, tym samym zmieniając powieść w swoisty pamiętnik (prawdziwy pamiętnik Dicka, zawierający wizje i doświadczenia religijne, opublikowano jako Exegesis ). Ten zapis zmagań z rzeczywistością, wizjami i (chorobliwą bądź wywołaną farmaceutykami) paranoją przenosi nas w świat, w którym pod skorupą codzienności kryją się tajemnice obcych cywilizacji, starożytny Rzym, naszych praprzodków - cyklopów, Dogonów, legendy gnostyckie, informacyjny ponadwymiarowy twór – tytułowy VALIS. Olbrzymia konspiracja i głęboko ukryta prawda stanowiąca fundamenty bytowania, do tego gdy znika główny bohater i zastępuje go sam pisarz – pod swoim rzeczywistym nazwiskiem - zadajemy sobie pytanie: na ile prawdziwa jest ta literacka iluzja? Czy tropy prowadzące do zdarzeń z życia autora nie świadczą o przenikaniu się świata fantazji z naszymi realiami? Kto objawił wiedzę porte parole Dicka, a także jemu samemu (gdy naciskał na lekarzy, by mimo braku symptomów dokładnie zbadali jego syna)?
Jak powiedział Szekspir ustami Poloniusza - „Choć to szaleństwo, jest w nim przecie metoda”. Dick żonglując zarówno elementami kultury masowej, jak tekstami i przekazami religijnymi, tworzy spójne wizje, próbując piórem rozkruszyć mury rzeczywistości, aby zobaczyć drugą stronę. Jak dla niego motorem twórczości były narkotyki, wizje i obsesje, tak – poprzez przeniesienie i przeniknięcie, które, jak widzieliśmy, pojawia się w Jego powieściach – twórczość tego autora może stać się dla naszego umysłu odpowiednikiem substancji psychoaktywnej, pozwalającej na eksplorację drugiego dna informacji, którymi jesteśmy nieustannie bombardowani. Właśnie to jest kluczem Dickowskiego survivalu – wymuszone okolicznościami bądź ciekawością poszukiwanie alternatyw w znanym świecie, bądź znanych elementów w odmienionych realiach. Fantastyczne szczegóły boskich objawień, postaci, sytuacji, teorii spiskowych i wizji można zrzucić na karb przedziwnej osobowości autora – wszak znany jest fakt, że pod koniec życia uważał swojego korespondenta Stanisława Lema za wrogą agenturę, na co zwrócił FBI uwagę argumentując to niesłowiańskim brzmieniem nazwiska, podobnego raczej do trzyliterowych akronimów, jak np. KGB – ale dążenie do prawdy o sobie i otoczeniu jest motywem uniwersalnym, wspólnym dla wielu pisarzy. Nikt jednak tak jak Kalifornijczyk nie potrafił wydobyć wątpliwości i pytań ze śmietniska popkultury i cywilizacji. Bohater w nietrwałej, płynnie apokaliptycznej rzeczywistości podobny był nam, wrzuconym w tryby rozpędzającego się postępu, który często nie pozwala zrozumieć już nie tylko starszego pokolenia czy generacji naszych rodziców, a wręcz osób obeznanych z technologią o kilka lat młodszą. Strach Dicka przed rządami maszyn wydaje się być w stanie ciągłego przełożenia na nasze życie, więc nie pozostaje nam nic innego, jak korzystać z Jego twórczości jako przewodnika przetrwania po apokalipsie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz